Kolejny weekend, kolejna impreza z ludźmi zepsutymi jeszcze bardziej ode mnie. Dziś doszło do mnie, że wcale nie lubię tego aż tak, jak na początku. Bycie na highu nie jara mnie już tak, jak miesiąc temu i chyba z tym wszystkim skończę w najbliższym czasie. Chcę też rzucić fajki do wiosny – wtedy mi się chce mniej palić. Teraz chciałabym skupić się na poprawianiu ocen i myśleniu o przyszłości, która nieuchronnie nadchodzi. Nie chcę skorzystać z planu awaryjnego, jakim jest skończenie na ekonomii lub stosunkach międzynarodowych, wolę coś ciekawszego, może psychologia? Co prawda ostatnio ją odrzuciłam, stwierdziłam, że nie mogę pomagać ludziom często normalniejszym ode mnie. Ale jak się teraz nad tym wszystkim zastanawiam, to przecież jest dużo specjalizacji po psychologii, nie trzeba być terapeutą.

Wiem jedno – nie chcę być zwykłym urzędnikiem, który tylko wypełnia papiery. Wolę coś bardziej kreatywnego, lecz zapewniającego przyszłość. Może pokombinuję coś z reklamą? Nic innego mi na razie nie przychodzi do głowy. Gdyby można było pewnie zarabiać na muzyce, to miałabym problem z głowy…

Apropos muzyki, na żaden gatunek nie mam ostatnio ochoty. Po prostu włączam tryb losowy i słucham wszystkiego, co się nawinie. Chyba nigdy dotąd tak nie miałam. Czuję się tak, jakbym czytała pojedyncze rozdziały, a nie całą książkę, od początku do końca. Mam nadzieję, że za parę dni wszystko wróci do normy.