gijorg blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2011

Słucham sobie Korna, próbuję się zabrać za CAE, ale jakoś mi nie idzie. Dopadło mnie zwykłe lenistwo pomieszane ze zmęczeniem i bezsilnością. A że dzieje się tak coraz częściej, mam poczucie, że powinnam coś z tym zrobić, ale… nie chce mi się. Najchętniej przespałabym cały tydzień, mimo że nie mam teraz nic do roboty, oprócz kucia na piątkowy sprawdzian z matmy.

I naprawdę, chciałabym teraz napisać coś konstruktywnego, ale mi się nie chce, o. Durne CAE pozostanie nienaruszone, a ja będę siedzieć przy komputerze i marnować czas, bo… nie chce mi się wstać z krzesła i iść spać (sic!),

Kolejny weekend, kolejna impreza z ludźmi zepsutymi jeszcze bardziej ode mnie. Dziś doszło do mnie, że wcale nie lubię tego aż tak, jak na początku. Bycie na highu nie jara mnie już tak, jak miesiąc temu i chyba z tym wszystkim skończę w najbliższym czasie. Chcę też rzucić fajki do wiosny – wtedy mi się chce mniej palić. Teraz chciałabym skupić się na poprawianiu ocen i myśleniu o przyszłości, która nieuchronnie nadchodzi. Nie chcę skorzystać z planu awaryjnego, jakim jest skończenie na ekonomii lub stosunkach międzynarodowych, wolę coś ciekawszego, może psychologia? Co prawda ostatnio ją odrzuciłam, stwierdziłam, że nie mogę pomagać ludziom często normalniejszym ode mnie. Ale jak się teraz nad tym wszystkim zastanawiam, to przecież jest dużo specjalizacji po psychologii, nie trzeba być terapeutą.

Wiem jedno – nie chcę być zwykłym urzędnikiem, który tylko wypełnia papiery. Wolę coś bardziej kreatywnego, lecz zapewniającego przyszłość. Może pokombinuję coś z reklamą? Nic innego mi na razie nie przychodzi do głowy. Gdyby można było pewnie zarabiać na muzyce, to miałabym problem z głowy…

Apropos muzyki, na żaden gatunek nie mam ostatnio ochoty. Po prostu włączam tryb losowy i słucham wszystkiego, co się nawinie. Chyba nigdy dotąd tak nie miałam. Czuję się tak, jakbym czytała pojedyncze rozdziały, a nie całą książkę, od początku do końca. Mam nadzieję, że za parę dni wszystko wróci do normy.

Zepsułam sobie życie. Co tydzień
łażę nawalona jak Messerschmitt, użalam się nad sobą i ‚patrzę
na wszystko jak zza wielkiej szyby’. Robię, co w mojej mocy, by się
jakoś znieczulić i przestać myśleć o przeszłości, ale to
działa tylko przez chwilę. Potem poprzedni stan uderza we mnie ze
zdwojoną siłą. Jednak jestem tu. I jestem tu dla ciebie. Wiem, że
tego nie czytasz i nic cię nie obchodzę. Ale mam ochotę mówić do
ciebie.

Wszystko się zmienia. Każdego dnia
zdaję sobie sprawę z tego, jak bardzo różnię się od tej osoby,
którą byłam wczoraj. Nie mam zielonego pojęcia, czy to jedynie
problemy z tożsamością, czy coś poważniejszego, ale zaczynam się
tego bać. Moje poglądy zmieniają się co chwilę, raz jestem
megalomanem, innym razem mam zaniżone poczucie własnej wartości.
Nie dziwię się, czemu jestem zupełnie sama. Odrzucam ludzi, mimo
że ich potrzebuję. Zawsze tak miałam. Rozpaczliwie szukam kogoś,
kto mnie wysłucha, ale gdy już zdobędę taką osobę, każę jej
się wynosić z mojego życia. Co ja, do cholery, wyprawiam? Muszę
przystopować.


  • RSS