Trochę mnie tu nie było, mam dosyć trudny okres w życiu, ale wszystko wygląda na to, że jakoś dam sobie radę. Muszę tylko bardziej ogarniać rzeczywistość, bo na razie kiepsko mi to wychodzi. Właściwie, to w ogóle mi to nie wychodzi.

Czytałam kiedyś, że jak się jest wkurzonym, to należy wymienić wszystko, co jest tego przyczyną, a złość się trochę zmniejszy. No to zaczynam.
Ja, serwis Samsunga, nauczyciel polskiego, nikotynizm, moje tłuste nogi, autobusy, twardość podłogi, bpd, moje nieogarnięcie i lenistwo, miłość, Poczta Polska, trzy czwarte ludzi z mojej szkoły, mój wiek, ludzkość.
Wniosek? Nie nadaję się do życia na tym świecie i, naprawdę, muszę się ogarnąć. (Wkurwienie jak było, tak jest, oczywiście.)

A jutro muszę wstać o 6:30. Napisać sprawdzian z matmy, którą ostatnio przestałam nienawidzić. Wtopić się w tłum. Każdego dnia prawie to samo, kiedyś lubiłam rutynę, dawała mi poczucie bezpieczeństwa, ale w tej chwili mam jej serdecznie dosyć i rzygam wszystkim.

Czeka mnie cudowna, bezsenna noc, życzcie mi powodzenia.