Zdałam sobie sprawę z tego, w jakim świecie żyję i kim jestem. Potrzebowałam na to kilku lat, ale w końcu to do mnie dotarło – nie ma żadnych szans na to, że kiedykolwiek będę czuć się spełniona. Wszystko, na czym mi zależy, jest nieosiągalne. Dlaczego, do cholery, nie mogę odnaleźć się w tym świecie?

Nie lubię ludzi. Oprócz K. – ona nadaje mojemu życiu sens. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, ile nas dzieli. Zmieńcie mi płeć, naprawcie psychikę, dodajcie piętnaście lat i trochę rozumu, może wtedy na mnie spojrzy. Teraz nie ma na to najmniejszych szans, nic nas nie łączy i nigdy nie będzie łączyć. Nie umiem panować nad uczuciami, które żywię w stosunku do niej. Minęło jakieś sześć lat, od czasu, gdy po raz pierwszy ją zobaczyłam. Wtedy coś we mnie przeskoczyło, pamiętam to do tej pory. Pierwszy raz rozmawiałyśmy trzy lata później i po raz pierwszy w życiu poczułam, że mi na kimś zależy, że ktoś mnie obchodzi. Moje kamienne uczucia zaczęły mięknąć, aż zamieniły się w miękką papkę, którą są teraz. 

Sama nie wiem, czy mam być jej za to wdzięczna, czy wręcz odwrotnie. Z jednej strony, przeżywam coś niezwykłego, coś, czego nie da się nijak opisać. Z drugiej strony, wcześniej było mi łatwiej, żyłam bez świadomości, czym jest to bagno, w którym obecnie tkwię. To dziwna sytuacja – wszystkich innych mam w dupie, zraniłam wiele osób i nie mam wyrzutów sumienia. Jestem potworem i zdaję sobie z tego sprawę, ale dobrze mi z tym. Mój egoizm jest przerażający.

Mam rozszczepioną osobowość. Normalnie nic i nikt nie jest w stanie mną ruszyć, ale wystarczy, że pomyślę o K. i wszystko się zmienia. Jeśli tak wygląda mizantropijna miłość, to dziękuję, wysiadam. Nie cierpię tego uczucia. Chociaż, jakby się nad tym głębiej zastanowić, to właśnie to gówno trzyma mnie na tym świecie. Każdy dzień poświęcam jej. A ona w ogóle nie zdaje sobie z tego sprawy, przynajmniej mam taką nadzieję. Jaki to wszystko ma sens? Czy nie łatwiej byłoby przeprowadzić się, usunąć wszystkie jej zdjęcia i numer? Może bym przynajmniej o niej zapomniała… Ale, jeśli bym to zrobiła, to czy miałabym dla kogo tu ciągle tkwić? W tej chwili nie mogę znieść tej bezsilności, a może właśnie dzięki niej jestem w stanie znieść cokolwiek?