Znowu mam zapalenie ucha, jak ja to kocham. Tym razem cierpi prawe, po raz pierwszy. Nie za bardzo chcę iść do laryngologa, mam jeszcze w domu Ketonal i krople, może dam radę bez antybiotyków i porady lekarza, który klnie przy pacjentach…

Biorę się w garść, zamierzam schudnąć 13 kg i wyglądać jak ósme nieszczęście, o. Teraz wyglądam jak siódme, z moim wielkim, czerwonym od kataru nosem i nieogarniętym wyrazem twarzy. Zawsze chciałam wyglądać na wychudzoną i zmarnowaną, może w końcu mi się to uda? W zeszłym roku byłam blisko, ale poddałam się i wróciłam do starej wagi. Dziś jestem zdeterminowana – maksymalnie 500 kcal na dzień i czarna kawa, na rozpędzenie metabolizmu. Nie cierpię jej, ale co zrobić… Zapracuję na sukces i osiągnę satysfakcję, to mój plan na jesień i zimę. Chcę czuć zadowolenie, patrząc w lustro. Mam dosyć odruchów wymiotnych na własny widok.

Zawaliłam się jeszcze nauką. Zdecydowałam, że będę zdawać na maturze matematykę na poziomie rozszerzonym, więc czeka mnie niezły zapierdol, całe szczęście, mam jeszcze ponad półtora roku. Muszę zacząć szukać sobie korepetytora, bo niektórych rzeczy po prostu nie jestem w stanie zrozumieć. Chcę zdawać też rozszerzone języki, polski i angielski, a biologię i niemiecki na podstawie. Miałam zamiar wziąć się za rozszerzoną biologię, ale, ponieważ nie chodzę na chemię, byłoby to prawie niewykonalne.

Będę nad sobą pracować, chcę zbliżyć się do wymarzonego modelu chociaż odrobinę. Mam dosyć brzydzenia się sobą, pora w końcu coś w sobie zmienić, przestać biernie patrzeć na coś, czego tak nienawidzę. Będę walczyć ze swoimi słabościami, a najbardziej ze słomianym zapałem…