gijorg blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2011

24.

4 komentarzy

Trochę mnie tu nie było, mam dosyć trudny okres w życiu, ale wszystko wygląda na to, że jakoś dam sobie radę. Muszę tylko bardziej ogarniać rzeczywistość, bo na razie kiepsko mi to wychodzi. Właściwie, to w ogóle mi to nie wychodzi.

Czytałam kiedyś, że jak się jest wkurzonym, to należy wymienić wszystko, co jest tego przyczyną, a złość się trochę zmniejszy. No to zaczynam.
Ja, serwis Samsunga, nauczyciel polskiego, nikotynizm, moje tłuste nogi, autobusy, twardość podłogi, bpd, moje nieogarnięcie i lenistwo, miłość, Poczta Polska, trzy czwarte ludzi z mojej szkoły, mój wiek, ludzkość.
Wniosek? Nie nadaję się do życia na tym świecie i, naprawdę, muszę się ogarnąć. (Wkurwienie jak było, tak jest, oczywiście.)

A jutro muszę wstać o 6:30. Napisać sprawdzian z matmy, którą ostatnio przestałam nienawidzić. Wtopić się w tłum. Każdego dnia prawie to samo, kiedyś lubiłam rutynę, dawała mi poczucie bezpieczeństwa, ale w tej chwili mam jej serdecznie dosyć i rzygam wszystkim.

Czeka mnie cudowna, bezsenna noc, życzcie mi powodzenia.

23. Bezsilność.

Brak komentarzy

Zdałam sobie sprawę z tego, w jakim świecie żyję i kim jestem. Potrzebowałam na to kilku lat, ale w końcu to do mnie dotarło – nie ma żadnych szans na to, że kiedykolwiek będę czuć się spełniona. Wszystko, na czym mi zależy, jest nieosiągalne. Dlaczego, do cholery, nie mogę odnaleźć się w tym świecie?

Nie lubię ludzi. Oprócz K. – ona nadaje mojemu życiu sens. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, ile nas dzieli. Zmieńcie mi płeć, naprawcie psychikę, dodajcie piętnaście lat i trochę rozumu, może wtedy na mnie spojrzy. Teraz nie ma na to najmniejszych szans, nic nas nie łączy i nigdy nie będzie łączyć. Nie umiem panować nad uczuciami, które żywię w stosunku do niej. Minęło jakieś sześć lat, od czasu, gdy po raz pierwszy ją zobaczyłam. Wtedy coś we mnie przeskoczyło, pamiętam to do tej pory. Pierwszy raz rozmawiałyśmy trzy lata później i po raz pierwszy w życiu poczułam, że mi na kimś zależy, że ktoś mnie obchodzi. Moje kamienne uczucia zaczęły mięknąć, aż zamieniły się w miękką papkę, którą są teraz. 

Sama nie wiem, czy mam być jej za to wdzięczna, czy wręcz odwrotnie. Z jednej strony, przeżywam coś niezwykłego, coś, czego nie da się nijak opisać. Z drugiej strony, wcześniej było mi łatwiej, żyłam bez świadomości, czym jest to bagno, w którym obecnie tkwię. To dziwna sytuacja – wszystkich innych mam w dupie, zraniłam wiele osób i nie mam wyrzutów sumienia. Jestem potworem i zdaję sobie z tego sprawę, ale dobrze mi z tym. Mój egoizm jest przerażający.

Mam rozszczepioną osobowość. Normalnie nic i nikt nie jest w stanie mną ruszyć, ale wystarczy, że pomyślę o K. i wszystko się zmienia. Jeśli tak wygląda mizantropijna miłość, to dziękuję, wysiadam. Nie cierpię tego uczucia. Chociaż, jakby się nad tym głębiej zastanowić, to właśnie to gówno trzyma mnie na tym świecie. Każdy dzień poświęcam jej. A ona w ogóle nie zdaje sobie z tego sprawy, przynajmniej mam taką nadzieję. Jaki to wszystko ma sens? Czy nie łatwiej byłoby przeprowadzić się, usunąć wszystkie jej zdjęcia i numer? Może bym przynajmniej o niej zapomniała… Ale, jeśli bym to zrobiła, to czy miałabym dla kogo tu ciągle tkwić? W tej chwili nie mogę znieść tej bezsilności, a może właśnie dzięki niej jestem w stanie znieść cokolwiek?

22.

Brak komentarzy

Poznałam zajebistych ludzi. Pierwszy raz słuchałam z kimś black metalu i czułam się częścią całości. Nic nie łączy ludzi tak, jak muzyka i alkohol. Oczywiście, żeby nie było tak pięknie, jest też negatywna strona tego, że ich poznałam. Mieszkają bardzo blisko mnie i co chwilę się pytają, czy możemy się spotkać… Mam nadzieję, że dadzą sobie spokój, bo zaczyna mnie to męczyć. Lubię samotność.

I lubię dzisiejszy dzień. Bardzo lubię. Niemożliwe być może stanie się możliwe, ale sama oczywiście nie wiem, czy tego chcę. Jak zwykle.


Mam nadzieję, że w końcu przyjdzie prawdziwa jesień. Ale nie mam tu na myśli kolorowych liści ani słońca. Nie mogę doczekać się walenia deszczu o szyby, wczesnych zachodów słońca, nagich drzew. Wypalania papierosa za papierosem, czekając na K.; nastroju na słuchanie Soap&Skin i Shape of Despair. Kocham chodzić w ciemnościach – nie widać wtedy mojej twarzy, nie czuję się wtedy tak wyobcowana.

Jutro przyjeżdża do nas rodzina (pozostałe dwie osoby, reszta nie żyje), zapowiada się koszmar. Będę musiała siedzieć i odpowiadać na pytania o średnią ocen, znajomych, plany na przyszłość… Średnia taka sobie, znajomych nie mam, plany na przyszłość natomiast mam, ale nieosiągalne. Chciałabym pójść na neurobiopsychologię, co jest prawie niemożliwe do zrealizowania, 40 osób na jedno miejsce. Mam nadzieję, że ciotki nie będą długo siedzieć i jak najszybciej wrócą do tego swojego zadupia, jakoś nie mam ochoty im tego wszystkiego mówić.

Czuję się coraz bardziej obco, gdy patrzę na własne odbicie w lustrze. Wydaje mi się, że osoba, którą widzę, nie jest mną. Że gapi się na mnie obca twarz i naśladuje moje ruchy. Nigdy nie czułam się dobrze z moim ciałem, a ostatnio przybrało to na intensywności. Nie cierpię moich oczu o nieokreślonym kolorze, kobiecych ust, piersi, bioder i nóg. Wyglądam za mało androgynicznie, by indentyfikować się ze sobą. Nie mówię, że byłoby mi w 100% dobrze z penisem i zarostem, ale z pewnością czułabym się lepiej, posiadając bardziej męską sylwetkę i zdecydowane, ostre rysy twarzy. Niestety, tego nie zmienię, choćbym nie wiem, jak bardzo chciała. Jestem rodzaju nijakiego, androgynicznym potworem nieznającym własnego ‚ja’.

Koniec tej samotnej sielanki, wyzdrowiałam i muszę wrócić do ludzi. Nie byłoby to aż tak straszne, gdybym mogła słuchać muzyki, która dodaje mi otuchy. Ale, oczywiście, moja zdolność musiała zepsuć dwie pary podczas jednego dnia i muszę zadowolić się dźwiękiem dobiegającym jedynie z prawej strony. Nie poddam się, rzecz jasna, i idę reklamować tę psującą się po miesiącu kupę szajsu.

20. Nierealność.

3 komentarzy

Tak się zastanawiam, czy jest dla mnie osiągalne poczucie
satysfakcji.Czy wystarczy, że osiągnę
jakiś cel, który sobie wymierzyłam? Nie, to nie może być aż tak proste. Z
drugiej strony, najtrudniej jest wyznaczyć sobie jakiś punkt, do którego będę
dążyć. Taki, który da się zrealizować, ale nie będzie banalny. Na dodatek, musi
mi na nim autentycznie zależeć, co jest kolejnym utrudnieniem, bo zazwyczaj
wszystko, co osiągalne, mam w dupie.

Zależy mi
tak naprawdę tylko na K. – osobie, którą pokochałam dobre parę lat temu. Nie
boję się już tego słowa. Dużo czasu minęło, zanim potrafiłam przyznać się do
tego sama przed sobą, to było dla mnie, jak zimny prysznic. Bo przecież
zauroczenie nie może trwać ponad pięć lat, prawda? Niestety, K. jest kobietą,
która niedługo zapomni o moim istnieniu. Pochodzi z zupełnie innej planety, niż
ja; różnimy się wszystkim. Mało o niej wiem. Ona o mnie chyba jeszcze mniej.
Ale pokochałam ją, i to od pierwszego wejrzenia, nie mając zielonego pojęcia o
tym, kim jest. Wystarczyło jej jedno spojrzenie, które pamiętam do tej pory,
pomimo upływu czasu. No i, nie oszukujmy się, gdy po raz pierwszy ujrzałam jej
cudowne oczy, byłam trzy razy większą gówniarą, niż jestem teraz (tak, wiem,
trudno jest wyobrazić sobie, że byłam jeszcze bardziej infantylna). Jakiś czas
temu obiecałam sobie, że napiszę kiedyś do niej list i zawrę w nim wszystko, co
do niej czuję. Ba, zamierzam go nawet wysłać! (Swoją drogą, pewnie potem zaatakowałabym listonosza, żeby nie doręczył koperty.)

Na pewno
będę tego żałować, ale chyba lepiej jest żałować, że się coś zrobiło, niż mieć
poczucie, że zmarnowałam szansę. Gdy mijam ją na ulicy, mam wielką ochotę
krzyknąć jej prosto w twarz, jak bardzo mi na niej zależy. I zawsze potem
cieszę się, że jestem tchórzem – przynajmniej czasami ma to swoje pozytywne
strony…

Leżę całymi dniami w łóżku, głucha na prawe ucho, i godzinami czytam blogi, słuchając black metalu. Nie mam na nic ochoty, marzę o tym, żeby nauczyć się spać 24 godziny na dobę. No, z małą przerwą, żeby iść się odlać, spanie w syfie jakoś mi się nie uśmiecha.

Jestem użalającym się nad sobą psim odbytem. Żyję w izolacji na własną prośbę, raz to kocham, innym razem tego nienawidzę. Chciałabym chociaż wiedzieć, czego chcę. Jestem w totalnym rozdarciu, miotam się pomiędzy skrajnościami. Tak jest ze wszystkim, nawet z najdurniejszymi decyzjami. A jak już się na coś zdecyduję, to potem przez miesiąc wyrzucam sobie, że mogłam zrobić inaczej… Wiem, każdy tak ma, z tym, że u mnie to jest wyjątkowo intensywne – nie mam ani chwili wytchnienia, bo cały czas mam wyrzuty.

Zabierzcie mnie z mojego ciała. Dajcie mi chude, żylaste kończyny i płaską klatę.

Parę dni nie palę. A ciągnie mnie jak jasna cholera. Nigdy nie miałam tego problemu, jak paliłam, to paliłam, a jak nie, to nie. A teraz zrobiłabym wszystko, żeby wyjść na szluga i napić się dobrej kawy. Ale muszę leżeć posłusznie w łóżku i popijać herbatkę z miódkiem i cytrynką. Gdybym poznała osobę, która to wymyśliła, wylałabym jej ten roztwór na łeb. Całe szczęście, jutro wychodzę na dwie godziny matmy, to po drodze kupię sobie fajki i wypalę ze trzy. A przysięgłam sobie parę miesięcy temu, że się nie uzależnię… No trudno, na coś trzeba umrzeć, a przywiązana do mojego żywota w ogóle nie jestem.

Chyba przeniosę się na blogspota, HTML zaczyna mnie wkurwiać.

Znowu mam zapalenie ucha, jak ja to kocham. Tym razem cierpi prawe, po raz pierwszy. Nie za bardzo chcę iść do laryngologa, mam jeszcze w domu Ketonal i krople, może dam radę bez antybiotyków i porady lekarza, który klnie przy pacjentach…

Biorę się w garść, zamierzam schudnąć 13 kg i wyglądać jak ósme nieszczęście, o. Teraz wyglądam jak siódme, z moim wielkim, czerwonym od kataru nosem i nieogarniętym wyrazem twarzy. Zawsze chciałam wyglądać na wychudzoną i zmarnowaną, może w końcu mi się to uda? W zeszłym roku byłam blisko, ale poddałam się i wróciłam do starej wagi. Dziś jestem zdeterminowana – maksymalnie 500 kcal na dzień i czarna kawa, na rozpędzenie metabolizmu. Nie cierpię jej, ale co zrobić… Zapracuję na sukces i osiągnę satysfakcję, to mój plan na jesień i zimę. Chcę czuć zadowolenie, patrząc w lustro. Mam dosyć odruchów wymiotnych na własny widok.

Zawaliłam się jeszcze nauką. Zdecydowałam, że będę zdawać na maturze matematykę na poziomie rozszerzonym, więc czeka mnie niezły zapierdol, całe szczęście, mam jeszcze ponad półtora roku. Muszę zacząć szukać sobie korepetytora, bo niektórych rzeczy po prostu nie jestem w stanie zrozumieć. Chcę zdawać też rozszerzone języki, polski i angielski, a biologię i niemiecki na podstawie. Miałam zamiar wziąć się za rozszerzoną biologię, ale, ponieważ nie chodzę na chemię, byłoby to prawie niewykonalne.

Będę nad sobą pracować, chcę zbliżyć się do wymarzonego modelu chociaż odrobinę. Mam dosyć brzydzenia się sobą, pora w końcu coś w sobie zmienić, przestać biernie patrzeć na coś, czego tak nienawidzę. Będę walczyć ze swoimi słabościami, a najbardziej ze słomianym zapałem…


  • RSS