gijorg blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2011

17. Smętarze

1 komentarz

Jestem chora, siedzę w domu i tracę czas. W nosie mam full tabaki – jedyny środek przeciwko katarowi, jaki na mnie działa. Jak tak dalej pójdzie, to wpadnę w nikotynizm, bo ostatnio naprawdę przeginam z tytoniem. Trudno, najwyżej będę ćwiczyć silną wolę, której w tej chwili praktycznie nie posiadam.

Całymi dniami patrzę przez okno. Gdy dobrze się przyjrzę, widzę cmentarz. Znam chyba każdy jego zakamarek, chodzę tam od najwcześniejszych lat mojego życia i odwiedzam pewną osobę, której nigdy tak naprawdę nie poznałam. Zrobiłabym wszystko, by mieć w głowie chociaż jedno wspomnienie z nią związane, ale to niemożliwe – umarła, gdy miałam dwa lata. Trochę dziwnie jest odwiedzać miejsce, pod którego powierzchnią gniją setki ciał, których żywota nigdy nie poznam. Znam doskonale ich imiona i nazwiska, czasami nawet zapamiętuję datę urodzenia i śmierci – często zatrzymuję się nad przypadkowym nagrobkiem i zastanawiam się, kim była dana osoba i jak zginęła. Wiem, że nie jest to normalne, ale lubię to robić. Najciekawsze historie wymyślam, gdy znajdę grób kogoś, kto umarł, mając 20-30 lat. Co robił? Zabił się sam? A może ktoś przyczynił się do jego śmierci? Jakie były motywy?

Tak naprawdę, to śmierć jest jedyną „rzeczą”, której możemy być pewni. Nie wiemy, kiedy umrzemy, ani w jakich okolicznościach, ale na pewno nie jesteśmy nieśmiertelni. Kiedyś to wszystko się skończy. Jaki jest więc sens egzystencji? Chyba każdy zadał sobie kiedyś to pytanie. Wiele osób twierdzi, że każdy ma jakieś znaczenie, zostawia po sobie jakiś ślad. Ale jakoś trudno mi w to uwierzyć. Na świecie żyje w tej chwili siedem miliardów ludzi i niemożliwe jest to, że każdy kogoś obchodzi. Ja celowo zrywam znajomości, zostały tylko dwie osoby, dla których liczę się w jakikolwiek sposób. Niedługo i one umrą. I co wtedy? Zostanę sama. Nie zostawię po sobie żadnych wspomnień w cudzych myślach, będę kolejnym nazwiskiem na cmentarzu. Kto wie, może jakiś świr też kiedyś będzie chodził między nagrobkami i zatrzyma się pod moim, zastanawiając się nad tym, co mnie spotkało w życiu?

16. Muzyka.

3 komentarzy

Mam dosyć tego wszystkiego, zamykam się w pokoju, słucham TSA i udaję, że nic mnie świat nie obchodzi. Tworzę własną rzeczywistość – bez sprawdzianów (które mnie wykańczają psychicznie, bo pragnę mieć zawsze 100%), bez zdartych pięt, …bez ludzi. Ani żywej duszy. Tylko muzyka, papieros i ja. Siedzę pod drzewem, wsłuchuję się w gitary, palę i jestem. Ktoś wchodzi, otwieram oczy. Jednak siedzę w pokoju, z żałosnym, półprzytomnym uśmiechem na twarzy. A jutro klasówka.

Zawsze czułam jakąś wewnętrzną presję, która pchała mnie do tego, żeby zawszze osiągać najlepsze wyniki. Na początku wychodziło mi to, ale z czasem straciłam tę moc, stałam się przeciętniakiem z niemożliwymi ambicjami. Pojawił się metal, pojawiły się rozmyślania, zniknął dar szybkiej nauki, zniknęły osiągnięcia. Pojawiła się pasja.

Pasja to coś, czego nie da się określić słowami. Słuchając muzyki, poznałam dziesiątki uczuć, o których wcześniej nie miałam pojęcia. Z tekstów nauczyłam się życia, wirtuozeria pozwoliła mi odkryć prawdziwą sztukę. Teraz, gdy moje muzyczne doświadczenia są naprawdę rozbudowane, porównuję muzykę do własnych wspomnień. Z wieloma utworami wspomnienia same się nasuwają. Nie potrafię wyobrazić sobie jesieni bez słuchania ‚Heartattack in a Layby’ Porcupine Tree, a tęsknoty bez ‚Najtrudniej’ O.N.A.

Może to oklepane stwierdzenie, ale przynajmniej u mnie jest prawdziwe – nie żyję w pełni, nie słuchając muzyki. To część mnie, to moje wspomnienia, to moje życie. Tym jest dla mnie pasja.

15.

1 komentarz

Żyję obok siebie.


  • RSS